RSS
piątek, 12 listopada 2010
David Lodge, Skazani na ciszę

Równocześnie chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, jakie będzie zakończenie książki, jak i bardzo nie chciałam dotrzeć do ostatniej strony. Świat profesora Batesa pochłonął mnie całkowicie, a on sam zafascynował jako osoba o dużej inteligencji, błyskotliwym poczuciu humoru i dystansie do siebie.

Profesora poznajemy, kiedy jest już na zasłużonej emeryturze, jednak nie jest mu dane na długo spokojne życie w rutynie. Wplątuje się w intrygę z doktorantką, której zależy nie tylko na jego pomocy w pisaniu, trapią go urojenia ojca, któremu wydaje się, że wszyscy chcą go okraść i który zamęcza rodzinę opowieściami o dolegliwościach fizycznych, wreszcie podejmuje różne próby, żeby nie stracić na atrakcyjności w oczach żony. Jakby tego było mało, bohater stopniowo traci słuch i walczy ze złośliwością aparatu słuchowego, który potrafi przestać działać w najmniej spodziewanym momencie. Przeżycia profesora Batesa poznajemy dzięki jego zapiskom w dzienniku. W książce pojawia się także wątek polski.

19:23, er_minia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 października 2010
Procenty inspirowały redaktora..?

Zmieniona jedna litera, a ile śmiechu :)

 

Żródło: "Kurier olsztyński", wydanie z dn. 8-14 października 2010 r., s. 4.

22:47, er_minia
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 maja 2010
Mark Mills, "Ogród tajemnic"

Musiałam sprawdzić, czy to na pewno ten sam autor, który napisał zachwalany przeze mnie "Amagansett". Tym razem nie udało mu się stworzyć porywającej, wciągającej atmosfery. Nie czułam ani zapachu rozgrzanej ziemi, ani dreszczyku emocji, ani zainteresowania losami bohaterów.

Młody Anglik, Adam Strickland przyjeżdża do słonecznej, pachnącej Toskanii z nudnego, deszczowego Cambridge za namową swojego profesora, aby w celach naukowych zbadać i opisać pewien niezwykły ogród. A ten zasiedlony jest nie tylko przez tworzące urokliwe kompozycje drzewa i krzewy, ale i wyrzeźbione postaci rodem z mitologii antycznej. To, że są kamienne, nie przeszkadza im przemawiać - ich dobór mówi o historii pewnej rodziny, w której nie wszyscy jej członkowie umarli śmiercią naturalną. Adam poznaje nie tylko współczesne losy, ale i cofa się parę stuleci wstecz.

Za mało było tu plastycznego opisu bohaterów i krajobrazów. Postaci wydały mi się równie statyczne jak kamienne posągi, ogród był pozbawiony wszelkiego uroku. Zdecydowanie wybieram wiosenną grządkę tulipanów.

00:19, er_minia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 marca 2010
Mam już

na półce książkę Marka Millsa "Ogród tajemnic". Po przeczytaniu jej opowiem, co i jak... :)

21:31, er_minia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010
Mark Mills, "Amagansett"

Pomyślałam, że byłoby grzechem, gdybym nie napisała o tej książce. Już dawno żadna tak mocno mnie nie wciągnęła, ani nie zachwyciła. A zaczęło się od drobnej pomyłki, bo tytuł skojarzył się mi ze Skandynawią i byłam przekonana, że to ona będzie miejscem akcji.

Tekst na okładce, a także opisy zamieszczone w paru księgarniach internetowych kładą nacisk na wątek romansowy i kryminalny. Nie twierdzę, że kłamią, ale w moim odczuciu najważniejsza była charakterystyka codziennego życia społeczności małej rybackiej osady położonej na Long Island. Spodobały mi się barwne opisy rybaków krzątających się przy łodziach, panoszącego się szefa policji, pomstowania na zadzierających nosa nowobogackich, zajmujących najlepsze tereny pod budowę luksusowych willi, a także pewnego zadziornego ptaka, siejącego postrach na  przydomowym podwórku. Główny bohater może trochę za bardzo przypominał mi supermana, który jest jednocześnie silny i wrażliwy, opiekuńczy, a jednocześnie bezwzględny wobec czarnych charakterów, ale dał się polubić. Oczywiście nie mogło mu zabraknąć tajemniczej przeszłości, odsłanianej kawałek po kawałku, bardzo umiejetnie wplatanej w główną intrygę. Książka dużo zyskała także dzięki opisom scenerii - rozległych plaż i pachnących mchem i żywicą lasów, po których jedni lubią wędrować, a drudzy nie (czytelnicy tej powieści będą wiedzieli, o kogo chodzi... :) ).

Mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz.  Brawa dla autora! Już ostrzę sobie czytelniczy apetyt na jego "Ogród tajemnic", również wpisany w bibliotece pod sygnaturą "kryminał". No, zobaczymy... :)

19:53, er_minia
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 lipca 2009
Łańcuszek

Insider i Violet zaprosili mnie do odpowiedzi na następujące pytania:

1.Czy mając już daną książkę w jednym wydaniu, widząc jej wznowione wydanie, nie masz ochoty czasem kupić go?

2.Czy kupiłaś kiedyś książkę dla samej "fizycznej przyjemności" posiadania?

3.Czy często czytasz opinię na ostatniej stronie okładki, czy przy wyborze kierujesz się bardziej okładką kiedy nie znasz autora?

 

Ad. 1  Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie takiej sytuacji. Hipotetycznie, gdyby nowe wydanie było wyjątkowo atrakcyjne, pewnie nie powstrzymałabym się.

Ad. 2 Ostatnio częściej kupuję książki, które spodobały mi się po przeczytaniu i chciałam mieć je na własność. Kiedy przyjdzie ochota, mogę taką książkę wziąć z półki, zamiast liczyć na bibliotekę.

Ad. 3 Najpierw patrzę na okładkę, później na streszczenie/opinie/cytaty umieszczone na ostatniej stronie okładki, wreszcie czytam dowolnie wybrany fragment, by poznać sposób narracji. Nie potrafię inaczej... :)

 

Dziękuję za uwagę, nie mam więcej pytań.

22:03, er_minia
Link Komentarze (4) »
sobota, 30 maja 2009
Xiaolu Guo, "Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków"

Moją uwagę przyciągnął chwytliwy tytuł i bardzo dobra okładka - gdybym miała ją opisać w trzech słowach, byłyby to: "lekka, zwiewna i frywolna". Taka sama była treść - dobrze czytało mi się krótkie rozdziały, których motywem przewodnim za każdym razem było jedno hasło ze słownika.

Książka opisuje roczny pobyt młodej Chinki w w Europie, a głównie w Londynie, gdzie uszęszcza do jednej ze szkół językowych na kurs języka angielskiego. Poznajemy jej reakcję na zachodnie społeczeństwo i jego kulturę. Jak należy się spodziewać, nowym doświadczeniom towarzyszy zdziwienie, zaskoczenie i i nieustanne porównywanie z własnym krajem. Jej przewodnikiem po tym świecie zostaje dwa razy starszy rzeźbiarz, który właściwie tak jak ona szuka swojego miejsca na Ziemi. Ich związek to mieszanka namiętności, niepewności i prób nauczenia partnera czegoś o sobie.

Odebrałam tę książkę jako taką sobie opowiastkę, lekką i niezobowiązującą. Mam wrażenie, że mimo istnienia polskiego tłumaczenia, lepiej byłoby przeczytać oryginalną wersję, że poczuć tę nieporadność językową bohaterki. Pomyślałam tak dlatego, że ona przekładała swoje myśli z chińskiego na angielski, a a nam przetłumaczono to na polski - jest to długa droga, w trakcie której wiele znaczeń mogło umknąć w tłumaczeniu.

14:49, er_minia
Link Komentarze (7) »
Geraldine Brooks, "Ludzie księgi"

No i skończyłam czytać. Dziś o 1.30. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio przeczytałam. Wciągająca, z interesującą fabułą i wyrazistymi bohaterami.

Niewątpliwą zasługą autorki jest, że od pierwszej strony polubiłam Hannę, główną narratorkę, zajmującą się badaniem starych manuskryptów i ich renowacją - za jej pasję i zaangażowanie w pracę. Tym razem jej zadaniem było stwierdzenie autentyczności żydowskiej księgi, hagady, ocalonej z zawieruchy wojennej w Sarajewie. Fabuła opiera się w sumie na dość prostym pomyśle - chyba każdy czytelnik, mając w rękach książkę noszącą ślady używania, odnajdując notatki na marginesach, zastanawia się, kto wcześniej tę książkę czytał. Hanna podczas przeglądania manuskryptu znajduje również takie ślady dawnych użytkowników księgi - skrzydło owada, kryształki soli, biały włos. Skąd się tam wzięły? Hanna prowadzi własne badania, korzystając z wiedzy znajomych naukowców, a czytelnik ma możliwość przeniesienia się w przeszłość, by poznać dzieje księgi, od współczesności do roku jej powstania. Cofamy się zatem do XVII-wiecznej Wenecji i jeszcze dalej, bo do XV-wiecznej Hiszpanii. Poznajemy losy ludzi, których drogi skrzyżowały się z hagadą, a dobrze zarysowane tło historyczne umożliwia szersze spojrzenie na czasy, w których przyszło im żyć.

Żałowałam, kiedy doszłam do ostatniej strony.

13:16, er_minia
Link Komentarze (10) »
środa, 27 maja 2009
Co było, jest i będzie

Czy ktoś z czytelniczek i czytelników przeczytał "Kieszonkowy atlas kobiet" Sylwii Chutniki spodobała się jej/mu treść książki? Wypożyczyłam, przeczytałam 20 stron i odłożyłam, by już raczej nigdy nie wrócić... Wątpliwej jakości warsztat, wątpliwej jakości obserwacje.

Jestem w trakcie czytania "Ludzi księgi" Geraldine Brooks, która wciągnęła mnie od pierwszego rozdziału. Dziś po południu ją zaczęłam i gdyby nie głos rozsądku, nakazujący położyć się spać o północy, no i konieczność pobuszowania w internecie, niedługo bym ją skończyła.

A na półce czeka między innymi nowy Jagielski, czyli "Nocni wędrowcy". Już się cieszę, mimo że z opisu na okładce wynika, że nie będzie to lektura ani łatwa, ani przyjemna.

22:11, er_minia
Link Komentarze (8) »
sobota, 23 maja 2009
Hanna Bakuła, "Hania Bania - królowa samby"

Dalszy ciąg przygód Hani, która w tym tomie trochę choruje, zmienia szkołę i odkrywa w sobie talent taneczny oraz do gry w siatkówkę, nadal jednak testuje na otoczeniu swoją wyjątkowo bujną wyobraźnię. Dawka humoru jest co najmniej równa tej z pierwszej części, a pojawiająca się w tle rzeczywistość PRL-u wydaje się jakby mniej szara.

Szkoda, że nie mogłam zobaczyć Hani Bani tańczącej sambę... 

18:22, er_minia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11